KOCZY ZAMEK

Elementem górskiego grzbietu, na którym rozlokowany jest Koniaków, jest niewyróżniające się wzniesienie o wysokości 846 m n.p.m. Początkujący turyści często nazywają je Kocim Zamkiem, ale naprawdę z kotem nie ma ono nic wspólnego, a prawidłowa nazwa to Koczy Zamek.

Obok Koczego Zamku biegnie szosa łącząca Wisłę z Milówką, a że wzniesienie jest bezleśne, tylko nieco zakrzaczone, często zatrzymują się przy nim turyści, aby podziwiać wspaniałą dookolną panoramę Beskidów. Prowadzi również tędy niebieski szlak ze Zwardonia na Baranią Górę. Na zachodnim zboczu Koczego Zamku funkcjonował kamieniołom piaskowca, dlatego na szczyciku staje się przy krawędzi kilkunastometrowej przepaści. Pozyskiwano tam do celów budowlanych piaskowce krośnieńskie serii przedmagurskiej, z których zbudowane jest całe wzniesienie. Na wierzchołku Koczego Zamku ustawiono głaz z tablicą pamiątkową, a na nim metalowy krzyż. Była to inicjatywa Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Oddział Bielsko-Biała. Krzyż poświęcono żołnierzom Wojska Polskiego, Armii Krajowej, harcerzom Szarych Szeregów Ziemi Beskidzkiej, którzy polegli i zostali pomordowani w walce o wolność Ojczyzny w latach 1939-1956. Na Koczym Zamku i przy ścieżkach na szczycik w pogodne dni przesiadują koniakowskie koronczarki. Rozkładają na kocykach swe wyroby, czekają na potencjalnych nabywców i oddają się pieczołowitemu tworzeniem następnych wyrobów.
Nic szczególnego nie byłoby w tym wzniesieniu, gdyby nie związana z nim ciekawa legenda. Stać tam miał dawniej nieduży zamek węgierskiego grafa o nazwisku Kocsi. Kocsi przybył w koniakowskie strony, by uwolnić się spod wpływu swego ojca, który na siłę chciał ożenić go z bogatą baronówną. Młody Węgier baronówny nie mógł pokochać, za to obdarzył gorącym uczuciem uroczy Koniaków, a jeszcze większym Jadwigę – piękną, choć ubogą miejscową góralkę, którą rychło poślubił. Żyliby sobie pewnie spokojnie, gdyby ojcu młodego grafa nie doniesiono o mezaliansie syna. Wpadł wtedy we wściekłość, zebrał grupę zbrojnych pachołków i przybył do Koniakowa, by porwać Jadwigę. Doszło do starcia i pachołkowie zabili Jadwigę. W odwecie zrozpaczony Kocsi rzucił się na ojca i uśmiercił go.
Rodzinna tragedia, utrata najbliższych osób, spowodowała, że młody graf zupełnie postradał rozum. Podpalił swój zamek, a potem znikł gdzieś bez śladu. Ruiny wypalonego zamku zostały z czasem całkowicie rozebrane przez okolicznych górali. O dawnej tragedii świadczą tylko dziwne odgłosy, jakby szlochanie i jęki, które nocną porą słychać na Koczym Zamku. To rozpacza duch młodego Kocsiego, bezskutecznie poszukując ukochanej Jadwigi.
Badacze historii podają jednak inne źródła pochodzenia nazwy wzgórza. Być może wiąże się ona z taborytami, bardzo radykalnym odłamem husytów, którzy uchodzić musieli po klęsce powstania husyckiego w Czechach. Trasy ucieczki prowadziły przez tereny księstwa cieszyńskiego i oświęcimskiego. Na miejsca dłuższych postojów wybierali oni bezleśne wzgórza, zabezpieczając swe obozowiska kolistym łańcuchem powiązanych wozów. Może zatrzymali się z taborem właśnie w Koniakowie? Wóz to po węgiersku kocsi (od nazwy miejscowości Kocs), a woźnica po czesku to koči. Koczy Zamek byłby zatem obozowiskiem otoczonym wozami. Wyraz kocz przyjął się zresztą w języku polskim, oznacza półodkryty powóz.
Ponieważ jesteśmy romantykami, wolimy jednak pierwszą, legendarną wersję, zapraszając na Koczy Zamek i do pełnego pięknych góralek Koniakowa.
Krzysztof Wojtasiński