POZA MODAMI,POZA CZASEM
Pracownicy muzeów, nawet najbardziej oddani twórcom, z natury rzeczy mają z nimi ograniczone kontakty. Dyrekcja limituje wyjazdy, liczy kilometry, zakupy rozlicza komisja i zdarza się, iż rzeczy znakomite, które jednak nie mieszczą się w przyjętych standardach, bywają odrzucane. Kolekcjoner zaś jest panem na włościach, sam decyduje, co chce kupić, sam określa profil kolekcji. Gromadząc prace, poznaje ludzi, staje się z upływem czasu prawdziwym znawcą. Staje się autorytetem.
Galerie d’Art Naif
Można się o tym przekonać, przychodząc do Leszka Macaka, do Galerie d’Art Naif w Krakowie. Cudowne to miejsce, na Kazimierzu. Na ścianach obrazy, których pozazdrościć mogą światowe muzea, także rzeźby. Są tu, ale nie wszystkie na sprzedaż! To jest jakby okno jego domu. Tam już się nie bardzo mieszczą, czasem i przejść z pokoju do pokoju trudno. Ale to los kolekcjonera. On włada kolekcją, ale i ona nim. Uzależnia. Nie da się wyjechać na dłużej, nie da się żyć spokojnie, nie ma tygodnia, by któryś z twórców się nie pojawił. Podziwiam ten dom, ale i żonę, syna… Nie jest im łatwo, ale cóż – takie jest życie rodziny kolekcjonera.
Początki
A jak to się zaczęło? Matka Leszka Macaka mieszkała w Stanach Zjednoczonych, a były to jeszcze „dolarowe” lata. Z tego, co miała, chciała zapewnić dobry los dzieciom. Zdecydowano, że wybudują w Bukowinie Tatrzańskiej dwa bliźniacze domy. Solidne, w czystym góralskim stylu. Piękne. Kiedy ciesiołka i stolarka były już ukończone, Leszek poszedł do Bronka Cukra, kowala, ale przy tym znakomitego znawcy sztuki Podhala, człowieka, który korespondował z archiwami w Wiedniu, badając dzieje góralskich rodów. Cukier okucia zrobił, ale też zapytał: – A co będzie na ścianach? Przecież w dawnych domach u powały była listwa, na której stawiano święte obrazy na szkle. – Ale skąd je wziąć? – zafrasował się Leszek. Wtedy zaprowadził go Cukier do ludowych malarek Eweliny Pęksowej i Zofii Roj oraz do Zdzisława Walczaka, który z kolei zarekomendował go innym. I w ten sposób na Bukowinie znalazło się blisko dwieście pięćdziesiąt obrazów na szkle. Oczywiście na te obrazy, a później i na rzeźby, trzeba było mieć pieniądze…
Podróże
Leszek Macak jeździł do matki i pracował. Kursował tak przez wiele lat; mieszkał kilka miesięcy w Krakowie, a kilka w USA. W Stanach spędził, jak oblicza, dwanaście lat. Uzyskał obywatelstwo amerykańskie. Zarobione tam pieniądze wydał na edukację syna Macieja, który ukończył School of Visual Arts w Nowym Jorku, i na powiększanie swej kolekcji.
Zaczął też jeździć po Polsce. Poznał wielu ciekawych ludzi, zwłaszcza ważny okazał się kontakt z nieżyjącym już księdzem Edwardem Nitką, legendarnym duszpasterzem w Paszynie, animatorem tamtejszego ośrodka sztuki. Poznał znakomitych rzeźbiarzy: Hołdę, Oleksego, Mikę.
Kolekcja rosła, mieszkanie w bloku nie mogło pomieścić przywożonych eksponatów. Żona narzekała. Trzeba więc było znów jechać do USA, ciężko pracować, by kupić dom. A skoro dom, to i meble. Stare ludowe skrzynie, szafy. Leszek zasięgał rady znakomitych artystów. Wiele zawdzięcza zwłaszcza Jerzemu Pankowi i Eugeniuszowi Musze.
Wiedział coraz więcej, już nie wystarczała mu współczesna twórczość. Zaczął zbierać dawne rzeźby ludowe, kapliczki, obrazy. Ocalałe fragmenty łemkowskich cerkiewek. Później doszły dzieła sztuki naiwnej: Nikifor, Krawczuk, Gawłowa, Sówka. Przede wszystkim jednak interesował go każdy twórca kontynuujący tradycję sztuki ludowej (chociaż nie znajdowała już zrozumienia we własnym środowisku).
Swoją kolekcję ciągle rozszerza, uzupełnia. Ale też i propaguje dzięki niej naszą sztukę za granicą – w Stanach, Szwajcarii, Niemczech oraz w Bratysławie na międzynarodowym Triennale Sztuki Naiwnej.
DOM
Kiedy w domu państwa Macaków przypatruję się rzeźbom i obrazom, wiszącym wszędzie ptaszkom, zastanawiam się, jak wielkie talenty drzemią w ludziach i jak mało trzeba (czasem jednego impulsu), by mogły z całą siłą wybuchnąć. Oglądam wspaniałe rzeźby Sutora, Heródka, Zagajewskiego, Hołdy, obrazki Nikifora – tych, którzy tworzyli, ponieważ musieli tworzyć, bo ta potrzeba dominowała w ich życiu. I oglądam prace setek artystów, którym w ujawnieniu talentu pomógł przykład sąsiada, konkurs lub wystawa. Bo jest to tak, jakby moc twórcza była hamowana wstydem przed otoczeniem. Przecież nie robi się na wsi tego, co nieprzyjęte, co nie przynosi dochodu… Ale wystarczyło, by ktoś, kto zobaczył u starej Gawłowej Niebo – z Matką Boską i aniołami, zachęcił ją do malowania na tekturze i dykcie, a powstawały w ciągu krótkiego czasu piękne obrazy.
– Co Cię urzekło w tej sztuce? – pytam Leszka. – Co sprawiło, że poświęcasz jej najlepsze lata swego życia? – Zafascynowała mnie zagadkowość tych dzieł. Jaki człowiek kryje się za nimi, jaka tajemnica? Artyści nieprofesjonalni to ludzie przeważnie samotni, chorzy, zamknięci w sobie, a praca twórcza jakby ich otwiera i często jest jedynym sposobem wyrażania własnej osobowości, jedynym kontaktem z otoczeniem, kontaktem prawdziwym i bezwzględnie szczerym. Ich prace charakteryzuje instynktowne wyczucie formy i koloru oraz wielka ekspresja. Jest to sztuka poza modami i poza czasem.
Dobrze, że jest kolekcja Leszka Macaka i że każdy z nas może ją zobaczyć.
Aleksander JACKOWSKI
