PONAD 70 LAT ZAPORY
Trudno uwierzyć, że zapora na Sole w Porąbce ma już ponad 70 lat, bo obiekt prezentuje się jak nowo zbudowany. Funkcjonuje również bez zarzutu. Jest to oczywiście zasługą przeprowadzonego w latach 2002-2006 generalnego remontu, ale przede wszystkim ogromnej fachowości i solidności projektantów i wykonawców beskidzkiej zapory, uważanej za jeden z najładniejszych tego typu obiektów w Europie.
Dzięki zaporze mamy w przełomie Soły piękne Jezioro Międzybrodzkie o pow. 382 ha, mieszczące 28,3 mln m3 wody, idealne do uprawiania sportów wodnych. Ale nie utworzenie jeziora było głównym celem ulokowania tam budowli.
Zapora w Porąbce była największą inwestycją hydrotechniczną okresu międzywojennego i zarazem pierwszą z zapór ujarzmiających Sołę. Jej budowę wymusiły katastrofalne powodzie, które raz po raz fundowała ludziom krnąbrna rzeka. A jest ona jednym z europejskich cieków o największej rozpiętości przepływów. W czasie posuchy bardziej przypomina większy potok, za to po ulewach i roztopach zamienia się w rozszalały żywioł, który dawniej zalewał miasta i wsie, niszczył domostwa, znosił mosty, zrywał brzegi, zmywał plony z pól, topił ludzi.
Do budowy zapory przymierzano się już w czasach zaboru austriackiego, ale projekt zmaterializował się po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. W 1921 r. premier Ignacy Paderewski podpisał rozporządzenie o finansowaniu budowy ze środków publicznych. Projekt zapory betonowej, typu ciężkiego, opracował inż. Tadeusz Baecker, opierając się na projekcie jednej ze szwajcarskich zapór zbudowanych przez prezydenta Gabriela Narutowicza, który sam podsunął ten zamysł. Soła miała zostać przegrodzona w zwężeniu doliny pomiędzy kulminacjami Żaru i Zasolnicy.
Przy budowie zapory pracowało kilka tysięcy ludzi. Trudne mieli zadanie, bo wzbierając Soła raz po raz niszczyła efekty pracy. A i sama praca była niebezpieczna, o czym świadczą 3 wypadki śmiertelne. Ale rzeka nie dawała ludziom rady. Wydrążono sztolnie, osadzono przyczółki, uregulowano okoliczne potoki, zbudowano mosty i drogi, i… nastąpił zastój. Na inwestycję przeznaczano coraz mniej pieniędzy, aż w 1930 r. z braku środków prace zostały wstrzymane. W tym czasie nie żył już kierownik budowy T. Baecker.
Budowa zapory ruszyła ponownie dopiero po 4 latach dzięki wicepremierowi Eugeniuszowi Kwiatkowskiemu, który rozumiał znaczenie inwestycji i popierał tworzenie nowych miejsc pracy. Nowym wykonawcą, wyłonionym na drodze przetargu, zostało Polsko-Francuskiego Towarzystwo Robót Publicznych sp. z o.o. Budową kierował inż. Jerzy Skrzyński, projektant kilku zapór na rzekach szwajcarskich.
Ponieważ zmieniły się wtedy technologie budowlane, można było uczynić zaporę jeszcze mocniejszą. Jej najbardziej narażone na niszczenie elementy pokryto tzw. diamentobetonem, który do dziś zachował pierwotną trwałość i twardość mimo agresywnego działania wody. W projekcie starannie uwzględniono uwarunkowanie, że zapora budowana jest na górotworze, który stale podlega przemieszczaniu oraz fakt, że sam beton też ulega termicznym odkształceniom. Konstrukcja zapory nie jest zatem jednorodna, lecz składa się z 18 oddzielnych bloków betonowych (sekcji) połączonych elastycznymi spoiwami – dylatacjami. Dzięki temu jest plastyczna i nie pęka.
W celu dodatkowego zabezpieczenia betonowej struktury zapory, od strony wody nawiercona jest setkami minikanalików, którymi przecieka wnikająca do środka woda. Zapewnia to jej odpływ z korpusu, przez co nie przesiąka do konstrukcji ponad powierzchnią, którą zimą, zamarzając, rozsadziłaby.
Zaporę w Porąbce otwarto 13 grudnia 1936 r. W uroczystości brał udział prezydent Ignacy Mościcki, wicepremier i minister skarbu Eugeniusz Kwiatkowski oraz ówczesny arcybiskup Adam Sapieha. Inwestycja nie była jeszcze wtedy całkowicie ukończona, bo nie zamontowano części urządzeń, zasuw, wież i brakowało elektrowni wodnej, ale zapora już zaczęła chronić niżej położone miasta i wsie przed powodziami. Koszt budowy wynosił wtedy 20 mln zł, z czego 4,5 mln zł musiano wydać na wykup gruntów i gospodarstw, które znajdowały się na terenie zalewowym. Mieszkańcy przenieśli się i pobudowali nowe domostwa w Kętach, Czańcu, Kobiernicach, Bujakowie.
Podczas okupacji również Niemcy traktowali zaporę jako obiekt strategiczny. Chronili ją nawet balonami zaporowymi przed ewentualnymi atakami alianckiego lotnictwa. Podczas odwrotu hitlerowcy próbowali wysadzić budowlę, ale na szczęście im się to nie udało.
W 1954 r. przy zaporze powstała elektrownia wodna, która była pierwszym elementem Zespołu Elektrowni Wodnych na Sole. W Elektrowni Wodnej Porąbka pracują 2 hydrozespoły Kaplana o mocy 6,1 MW, które zasilają polską sieć energetyczną oraz turbozespół Francisa o mocy 0,4 MW, dostarczający prądu na potrzeby własne elektrowni.
W latach 60. zbudowano kolejne zapory – w Tresnej (z elektrownią) i w Czańcu. W ten sposób powstała Kaskada Soły i Hydrowęzeł Beskidzki. Teraz rzeka nie niesie zniszczenia, lecz dostarcza energii elektrycznej i wody pitnej dla wielu miejscowości woj. śląskiego, w tym Bielska-Białej. Uzupełnieniem Kaskady Soły jest zbudowana w latach 70. Elektrownia Szczytowo-Pompowa Porąbka-Żar.
Zapora w Porąbce ma 37,5 m wysokości. Ponad powierzchnię wystaje 20-25 m. Głębokość wody przy zaporze sięga ok. 20 m. Długość w koronie to 260 m, a dodatkowe 40 m to sklepienia osadzone w górotworze. Przez wierzch korony prowadzi asfaltowa droga. Korona ma w górze 8,9 m grubości, u podstawy 18,3 m.
Zapora jest stale kontrolowana przez hydrotechników i geodetów, nad jej funkcjonowaniem czuwa system komputerowy. Mimo upływu tylu lat wszystko jest O.K. Można się o tym przekonać naocznie, zarówno oglądając obiekt z zewnątrz, jak od wewnątrz, bo nie ma przeszkód, by umówić się na zwiedzanie realizowane w zorganizowanych grupach.
Ponieważ przy samej zaporze znajduje się węzeł szlaków prowadzących na różne kulminacje Beskidu Małego, nie można ominąć tego miejsca podczas górskich wędrówek.
Krzysztof Wojtasiński
